Zamek Boldogkő, czyli mój pierwszy węgierski zamek!

_

To dziś parę słów o pierwszym z węgierskich zamków jakie chciałam opisać. Zamek Boldogkő. Zanim jeszcze przejdę do samego zamku, zdecydowanie muszę wspomnieć o pewnej, bardzo ważnej moim zdaniem sprawie. Podejście Węgrów do zabytków. Jestem pod przeogromnym wrażeniem tego, w jaki sposób dba się tu o ruiny zamków. W jaki sposób są udostępnione do zwiedzania. I nawet tego jak świetnie zorganizowane jest całe „zaplecze zamkowe”. Widać, ze obiekty zarabiają na siebie. Nie, nie tylko przez sprzedaż biletów wstępu. Bardzo fajne są sklepy z pamiątkami i punkty gastronomiczne. Ceny są przystępne, co zachęca do robienia zakupów. A do tego wszystko to „podane” jest w ładnej, niekiczowatej formie. Oczywiście pisze to na podstawie zamków, które odwiedziłam. Być może miałam szczęście i akurat trafiałam na takie… Jednak mam wrażenie, że inne węgierskie obiekty, też nie odstają pod tym względem. Mogę obiecać jedno, na pewno to sprawdzę, bo na Węgry jeszcze się wybieram.

To dziś parę słów o pierwszym z węgierskich zamków jakie chciałam opisać. Zamek Boldogkő. Zanim jeszcze przejdę do samego zamku, zdecydowanie muszę wspomnieć o pewnej, bardzo ważnej moim zdaniem sprawie. Podejście Węgrów do zabytków. Jestem pod przeogromnym wrażeniem tego, w jaki sposób dba się tu o ruiny zamków. W jaki sposób są udostępnione do zwiedzania. I nawet tego jak świetnie zorganizowane jest całe „zaplecze zamkowe”. Widać, ze obiekty zarabiają na siebie. Nie, nie tylko przez sprzedaż biletów wstępu. Bardzo fajne są sklepy z pamiątkami i punkty gastronomiczne. Ceny są przystępne, co zachęca do robienia zakupów. A do tego wszystko to „podane” jest w ładnej, niekiczowatej formie. Oczywiście pisze to na podstawie zamków, które odwiedziłam. Być może miałam szczęście i akurat trafiałam na takie… Jednak mam wrażenie, że inne węgierskie obiekty, też nie odstają pod tym względem. Mogę obiecać jedno, na pewno to sprawdzę, bo na Węgry jeszcze się wybieram.

Ale do celu. Zamek Boldogkő, to pierwszy węgierski zamek jaki odwiedziłam. Widać go z daleka. Znajduje się na wzgórzu (245 m n.p.m.), a właściwie na szczycie wygasłego wulkanu . Tak, tak, tak jak na przykład Grodziec TU . Jest też częścią Obszaru Chronionego Krajobrazu Zemplen. Więc już samo jego położenie zachęca do odwiedzin. Już z daleka wydaje się imponujący. Kiedy się do niego zbliża wrażenie to tylko się nasila. W czasach swej młodości i świetności musiał wydawać się twierdza nie do zdobycia. Dokładne początki zamku nikną w mrokach historii. Wiemy na pewno, ze zaczęło się od wieży (Ci którzy choć troszkę interesują się tematem wiedzą, ze akurat to, to nic niezwykłego). Początki budowli sięgają XIII wieku. Wtedy to, po inwazji mongolskiej,  ród rycerski (najprawdopodobniej Tomajów) wzniósł właśnie donżon, czyli ufortyfikowaną wieżę mieszkalną. Zamek po raz pierwszy wymieniony jest z nazwy w 1282 roku, jako Castrum Boldua. Od 1300 roku zamek należał do rodu Abów.

Ale do celu. Zamek Boldogkő, to pierwszy węgierski zamek jaki odwiedziłam. Widać go z daleka. Znajduje się na wzgórzu (245 m n.p.m.), a właściwie na szczycie wygasłego wulkanu . Tak, tak, tak jak na przykład Grodziec TU . Jest też częścią Obszaru Chronionego Krajobrazu Zemplen. Więc już samo jego położenie zachęca do odwiedzin. Już z daleka wydaje się imponujący. Kiedy się do niego zbliża wrażenie to tylko się nasila. W czasach swej młodości i świetności musiał wydawać się twierdza nie do zdobycia. Dokładne początki zamku nikną w mrokach historii. Wiemy na pewno, ze zaczęło się od wieży (Ci którzy choć troszkę interesują się tematem wiedzą, ze akurat to, to nic niezwykłego). Początki budowli sięgają XIII wieku. Wtedy to, po inwazji mongolskiej,  ród rycerski (najprawdopodobniej Tomajów) wzniósł właśnie donżon, czyli ufortyfikowaną wieżę mieszkalną. Zamek po raz pierwszy wymieniony jest z nazwy w 1282 roku, jako Castrum Boldua. Od 1300 roku zamek należał do rodu Abów.

Tych zaś w 1312 roku pokonał król Karol Robert Andegeweński . Władca skonfiskował ich dobra. Był wśród nich również zamek, który przekazał go potem Drugethom – zaufanemu rodowi francusko-włoskiemu. To oni prawdopodobnie rozbudowali niewielką dotąd warownię o skrzydło pałacowe i budynki na zamku górnym. I tak aż do końca XV wieku zamek był wielokrotnie przekazywany przez królów węgierskich różnym rodom rycerskim. Dokonano kolejnych rozbudów, powstał m.in. zamek dolny z wieżą bramną. Natomiast w XVI wieku warownia stała się przedmiotem walk o koronę między Janem Zapolyą a Ferdynamndem I Habsburgiem. Brała czynny udział w walkach. Kilkukrotnie była  oblegana i zdobywana przez którąś ze stron. W XVII stuleciu stała się własnością rodu Bebeków, którzy… podrabiali tu monety. Tak, tak! Głośno było o tym nawet na ziemiach Polskich. Szlachta się skarżyła na ten niecny proceder. I nie jest to żaden domysł czy bajka, ponieważ piec do wytapiania tychże monet znaleziono podczas prac archeologicznych.

Tych zaś w 1312 roku pokonał król Karol Robert Andegeweński . Władca skonfiskował ich dobra. Był wśród nich również zamek, który przekazał go potem Drugethom – zaufanemu rodowi francusko-włoskiemu. To oni prawdopodobnie rozbudowali niewielką dotąd warownię o skrzydło pałacowe i budynki na zamku górnym. I tak aż do końca XV wieku zamek był wielokrotnie przekazywany przez królów węgierskich różnym rodom rycerskim. Dokonano kolejnych rozbudów, powstał m.in. zamek dolny z wieżą bramną. Natomiast w XVI wieku warownia stała się przedmiotem walk o koronę między Janem Zapolyą a Ferdynamndem I Habsburgiem. Brała czynny udział w walkach. Kilkukrotnie była  oblegana i zdobywana przez którąś ze stron. W XVII stuleciu stała się własnością rodu Bebeków, którzy… podrabiali tu monety. Tak, tak! Głośno było o tym nawet na ziemiach Polskich. Szlachta się skarżyła na ten niecny proceder. I nie jest to żaden domysł czy bajka, ponieważ piec do wytapiania tychże monet znaleziono podczas prac archeologicznych.

Podczas walk z Turkami w XVII twierdza była bezpieczna z powodu peryferyjnego położenia, stała się więc siedzibą dowódców wojsk antytureckich. Zamek był ponownie kilkakrotnie oblegany w czasie tzw. buntu kuruców, ale powstańcom antyhabsburgskim nie udawało się go zdobyć. Zajęli go dopiero w 1678 roku. Po tym jak cesarz nakazał zniszczyć okoliczne zamki, aby nie mogły być wykorzystane przeciw niemu. Całe szczęście zamek Boldogkő nie ucierpiał jednak zanadto. Został jednym z ośrodków powstania antyhabsburgsiego. Co ciekawe cesarz odzyskał go w 1685 roku bez użycia siły. Zadziało się to pod nieobecność dowódcy powstańców.

Podczas walk z Turkami w XVII twierdza była bezpieczna z powodu peryferyjnego położenia, stała się więc siedzibą dowódców wojsk antytureckich. Zamek był ponownie kilkakrotnie oblegany w czasie tzw. buntu kuruców, ale powstańcom antyhabsburgskim nie udawało się go zdobyć. Zajęli go dopiero w 1678 roku. Po tym jak cesarz nakazał zniszczyć okoliczne zamki, aby nie mogły być wykorzystane przeciw niemu. Całe szczęście zamek Boldogkő nie ucierpiał jednak zanadto. Został jednym z ośrodków powstania antyhabsburgsiego. Co ciekawe cesarz odzyskał go w 1685 roku bez użycia siły. Zadziało się to pod nieobecność dowódcy powstańców.

Niestety już w 1701 roku, na rozkaz Habsburga, wysadzono w powietrze wieże, część pałacu i mury obronne. Od tego czasu zamek pozostaje w ruinie. Pełnił jeszcze różne funkcje. Na przykład przejęli go jezuici i traktowali jako spichlerz na zboże. Pod koniec XIX w. właścicielem była rodzina Pechy, która wykonała prace remontowe, które (jak to zwykle niestety bywa) nieodwracalnie zatarły niektóre gotyckie elementy zamku. Prace konserwatorskie przeprowadzono w latach 60-tych XX w. oraz w 2002 r. Dzięki nim zamek został przystosowany do obsługi ruchu turystycznego. W 2009 r. wykonano kolejne prace restauracyjne, odtworzono m.in. dawny młyn. To naprawdę piękne miejsce, które trzeba odwiedzić

Niestety już w 1701 roku, na rozkaz Habsburga, wysadzono w powietrze wieże, część pałacu i mury obronne. Od tego czasu zamek pozostaje w ruinie. Pełnił jeszcze różne funkcje. Na przykład przejęli go jezuici i traktowali jako spichlerz na zboże. Pod koniec XIX w. właścicielem była rodzina Pechy, która wykonała prace remontowe, które (jak to zwykle niestety bywa) nieodwracalnie zatarły niektóre gotyckie elementy zamku. Prace konserwatorskie przeprowadzono w latach 60-tych XX w. oraz w 2002 r. Dzięki nim zamek został przystosowany do obsługi ruchu turystycznego. W 2009 r. wykonano kolejne prace restauracyjne, odtworzono m.in. dawny młyn. To naprawdę piękne miejsce, które trzeba odwiedzić

Zamek ma tez swoja legendę 🙂 Według popularnej legendy po bitwie na równinie Mohi w 1241 roku Król Béla IV musiał uciekać przed Tatarami. Podczas ucieczki dostał się do wioski Aszaló, gdzie znalazł tylko jedną osobę, człowiek ten nazywał się Bodó. Był on biedakiem, ale znał osobiście króla, ponieważ często przywoził suszone owoce do ówczesnej stolicy Węgier – Budy. Kiedy zdał sobie sprawę, że król ucieka przed Tatarami postanowił go ukryć. Dał mu ubrania wieśniaka i zabrał go do piwnic. Po dwóch dniach Tatarzy przybyli do Aszaló, Bodó udawał wtedy, że jest głuchy. Przywódca Tatarów zadawał mu pytania, a on odpowiadał mu mówiąc nieistotne rzeczy, aż w końcu znudzeni Tatarzy zostawili go samego. Król podziękował Bodó, wziął od niego konia i kontynuował podróż. W późniejszym czasie Bodó znów wyruszył do stolicy i zabrał suszone owoce na 7 powozach ze swoimi 7 córkami. Król był bardzo wdzięczny za uratowanie i poprosił Bodó, aby zbudował w pobliżu miejsca, gdzie udzielił mu schronienia zamek, który da mu we władanie. Król nakazał zrobić to w ciągu 5 lat. Wszystkie córki, aby pomóc ojcu, wyszły za mąż za mężczyzn, którzy pomogli im w budowie zamku. Mimo dużego zaangażowania i pomocy córek Bodó nie mógł dokończyć zamku i poprosił króla o zgodę na przedłużenie budowy o 2 lata. Zamek udało się ostatecznie skończyć po 7 latach, a pierwszą jego nazwą było „Bodóko”. Później na polecenie króla Béli zorganizowane zostały ceremonie ślubne wszystkich 7 córek jego wybawcy. Po ceremonii król nakazał zmienić nazwę zamku na „Boldogkő” (Szczęśliwy kamień), dla uczczenia mieszkających w nim 7 pięknych i szczęśliwych dziewcząt, które pomogły ojcu w budowie.

Zamek ma tez swoja legendę 🙂 Według popularnej legendy po bitwie na równinie Mohi w 1241 roku Król Béla IV musiał uciekać przed Tatarami. Podczas ucieczki dostał się do wioski Aszaló, gdzie znalazł tylko jedną osobę, człowiek ten nazywał się Bodó. Był on biedakiem, ale znał osobiście króla, ponieważ często przywoził suszone owoce do ówczesnej stolicy Węgier – Budy. Kiedy zdał sobie sprawę, że król ucieka przed Tatarami postanowił go ukryć. Dał mu ubrania wieśniaka i zabrał go do piwnic. Po dwóch dniach Tatarzy przybyli do Aszaló, Bodó udawał wtedy, że jest głuchy. Przywódca Tatarów zadawał mu pytania, a on odpowiadał mu mówiąc nieistotne rzeczy, aż w końcu znudzeni Tatarzy zostawili go samego. Król podziękował Bodó, wziął od niego konia i kontynuował podróż. W późniejszym czasie Bodó znów wyruszył do stolicy i zabrał suszone owoce na 7 powozach ze swoimi 7 córkami. Król był bardzo wdzięczny za uratowanie i poprosił Bodó, aby zbudował w pobliżu miejsca, gdzie udzielił mu schronienia zamek, który da mu we władanie. Król nakazał zrobić to w ciągu 5 lat. Wszystkie córki, aby pomóc ojcu, wyszły za mąż za mężczyzn, którzy pomogli im w budowie zamku. Mimo dużego zaangażowania i pomocy córek Bodó nie mógł dokończyć zamku i poprosił króla o zgodę na przedłużenie budowy o 2 lata. Zamek udało się ostatecznie skończyć po 7 latach, a pierwszą jego nazwą było „Bodóko”. Później na polecenie króla Béli zorganizowane zostały ceremonie ślubne wszystkich 7 córek jego wybawcy. Po ceremonii król nakazał zmienić nazwę zamku na „Boldogkő” (Szczęśliwy kamień), dla uczczenia mieszkających w nim 7 pięknych i szczęśliwych dziewcząt, które pomogły ojcu w budowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *